Pohl Frederic - Gateway Za B��kitnym Horyzontem Zdarze� - Brasilia

BRASILIA



    Essie by�a najwa�niejsza. Po ka�dym z czternastu zabieg�w w ci�gu sze�ciu tygodni siada�em przy jej ��ku i za ka�dym razem jej g�os by� coraz s�abszy, a ona wygl�da�a coraz mizerniej. Wszystko mi si� psu�o: proces, jaki mi wytoczono w Brasilii, przybiera� z�y obr�t, nap�ywa�y obszerne raporty z Fabryki Po�ywienia, po�ar w kopalniach nie dawa� si� ugasi�. Ale Essie by�a na pierwszym miejscu. Harriet otrzyma�a polecenie, by - niezale�nie od tego, gdzie by�em, czy spa�em czy nie - natychmiast mnie z ni� po��czy�, je�li sobie tego za�yczy. - Tak, tak pani Broadhead. Robin zaraz b�dzie na linii. Nie, w niczym mu pani nie przeszkadza, w�a�nie si� obudzi�. - Lub te�, �e ma chwil� przerwy mi�dzy um�wionymi spotkaniami, albo �e w�a�nie wraca znad Morza Tappajskiego i ju� jest przed domem, lub co� w tym stylu, co nie zniech�ci�oby Essie do rozmowy ze mn�. Wtedy opalony, u�miechni�ty i wypocz�ty przechodzi�em do zaciemnionego pokoju i m�wi�em, �e �wietnie wygl�da. Ju� wcze�niej zamieniono m�j pok�j bilardowy na sal� operacyjn�, a z s�siaduj�cej z nim biblioteki zabrano ksi��ki, �eby zrobi� dla niej sypialni�. By�o jej tam ca�kiem wygodnie. Przynajmniej tak twierdzi�a.
    Obecnie wygl�da�a nie najgorzej. Za�o�yli jej szyny, zrobili przeszczep ko�ci i wpakowali w ni� jakie� trzy kilo cz�ci zamiennych i tkanek. A nawet w�o�yli na ni� sk�r� lub - co bardziej prawdopodobne - przeszczepili sk�r� z kogo� innego. Twarz wygl�da�a �adnie, mia�a tylko cienki banda� z jednej strony, na kt�ry zaczesywa�a pasemka jasnych w�os�w
    - Cze��, ogierze - wita�a mnie. - Co u ciebie?
    - W porz�dku. Troch� mi staje - odpowiada�em, pocieraj�c nosem jej kark. - A co u ciebie?
    - Okay - pocieszali�my si� nawzajem, i nie by�y to czcze s�owa. Jej stan polepsza� si� z ka�dym dniem - tak przynajmniej twierdzili lekarze. A ja... sam nie wiem, co si� dzia�o ze mn�. Ka�dego ranka czu�em si� pe�en zapa�u. Spa�em po pi�� godzin. Ani cienia zm�czenia. Nigdy w �yciu nie by�em w lepszej formie.
    Tym niemniej Essie chud�a coraz bardziej. Lekarze powiedzieli mi, co mam robi�, a ja powt�rzy�em to Harriet, kt�ra przeprogramowa�a kucharza. Przestali�my wi�c jada� zielenin� i pieczone steki bez dodatk�w. Nie �adne tam kawy i soki na �niadanie, ale twaro�ki, nale�niki z serem i kubek gor�cego kakao. Na lunch pilaw z jagni�cia po kaukasku. Na kolacj� pieczona kuropatwa w �mietanie.
    - Rozpieszczasz mnie, Robin - zarzuca�a mi.
    - Po prostu ci� tucz�. Nie cierpi� chudych kobiet - odpowiada�em.
    - Nie popadajmy tylko w nacjonalizm. Czy nie ma jakich tre�ciwych potraw, kt�re nie by�yby rosyjskie?
    - Poczekaj na deser - u�miechn��em si�. - Placek z truskawkami. Z podw�jn� porcj� �mietany. - Piel�gniarka przekona�a mnie, bym psychologicznie zacz�� od ma�ych porcji na du�ych talerzach. Essie wytrwale je zjada�a. Ka�dego dnia zwi�kszali�my porcj�, wi�c jad�a coraz wi�cej. Nie przesta�a jednak traci� na wadze, chocia� nie przebiega�o to ju� tak szybko jak dotychczas, i pod koniec sz�stego tygodnia lekarze orzekli - z pewn� doz� ostro�no�ci - �e jej stan si� nie pogarsza. Prawie nie pogarsza.
    Kiedy oznajmi�em jej t� dobr� nowin�, ju� wstawa�a pod��czona do jaki� rurek pod ��kiem, kt�re jednak nie przeszkadza�y jej spacerowa� po pokoju.
    - Najwy�sza pora - powiedzia�a wyci�gaj�c si�, by mnie poca�owa�. - Za du�o czasu sp�dzasz w domu.
    - Sprawia mi to przyjemno��.
    - To z dobrego serca - zauwa�y�a rzeczowo. - Kochany jeste�, �e tyle czasu sp�dzasz ze mn�. Ale teraz, kiedy ju� jestem prawie zdrowa, musisz si� zaj�� swoimi sprawami.
    - Niekoniecznie. Spokojnie daje sobie rad� st�d, dzi�ki urz�dzeniom w pokoju komputerowym. Cudownie by�oby gdzie� si� razem wybra�. Chyba nigdy nie by�a� w Brasilii? Mo�e za kilka tygodni...
    - Nie, nie za kilka tygodni. I nie ze mn�. Je�li musisz jecha�, to prosz� ci�, jed�.
    - Morton uwa�a, �e powinienem - zawaha�em si�.
    - Harriet? - skin�a energicznie g�ow�. - Pan Broadhead jutro rano wyje�d�a do Brasilii. Zr�b rezerwacj�.
    - Dobrze, pani Broadhead - odpowiedzia�a Harriet z ekranu u wezg�owia ��ka Essie. Jej wizerunek zgas� w ciemno�ci tak szybko, jak si� pojawi�. Essie obj�a mnie.
    - Dopilnuj�, �eby�my byli w sta�ym kontakcie - obieca�a. - Harriet b�dzie ci� na bie��co informowa�a o moim stanie. Je�li tylko b�d� ci� potrzebowa�, dowiesz si� o tym natychmiast. Dobrze?
    - Mo�e... - szepn��em jej do ucha.
    - �adne mo�e - wtuli�a w moje rami�. - To postanowione. Wiesz co, Robin? Bardzo ci� kocham.
    Albert wyja�nia mi, �e ka�dy przekaz radiowy to d�uga, cienka wi�zka foton�w przypominaj�ca w��czni� rzucon� w przestrze�. Trzydziestosekundowa przyspieszona transmisja to doskonale zsynchronizowana kolumna d�ugo�ci 9 milion�w kilometr�w, w kt�rej fotony przelatuj� z pr�dko�ci� �wiat�a. Tym niemniej nawet ta d�uga, szybka i cienka w��cznia ma do przebycia pi�� tysi�cy jednostek astronomicznych. Gor�czka, kt�ra nadszarpn�a zdrowie mojej �ony, potrzebowa�a 25 dni, �eby tu dotrze�. Polecenie, by przesta� manipulowa� przy le�ance, przeby�o zaledwie u�amek drogi, gdy min�o si� z drug� gor�czk�, t� kt�ra przekaza�a nam Janine. Na szcz�cie lekk�. Nasze gratulacje dla Herter-Hall�w z powodu dotarcia do Fabryki Po�ywienia le��cej gdzie� za orbit� Plutona min�y si� z informacj� dla nas, �e troje z nich poszybowa�o do Nieba Heech�w. Ju� powinni by� na miejscu; polecenia, co maj� robi�, od dawna czeka�y w Fabryce Po�ywienia na retransmisj� - przynajmniej ten jeden raz dwa zdarzenia zaistnia�y na tyle blisko w czasie, �e mog�y mie� dla siebie pewne znaczenie.
    Ale zanim dowiedzieli�my si�, jakie, i tak min�o 25 dni. Niech to diabli! Wiele rzeczy przyda�oby mi si� z Fabryki Po�ywienia, ale w tym momencie najbardziej potrzebowa�em ponad�wietlnego radia. Zadziwiaj�ce, �e co� takiego w og�le istnieje! Kiedy robi�em wyrzuty Albertowi, �e da� si� tak zaskoczy�, tylko si� u�miechn�� tym swoim �agodnym skromnym u�miechem:
    - Masz racj�, Robin - powiedzia� drapi�c fajk� w uchu - je�li masz na my�li ten rodzaj zaskoczenia, kt�ry odczuwamy, kiedy nieprawdopodobna ewentualno�� okazuje si� rzeczywisto�ci�. By�a to jednak tylko ewentualno��. Pami�taj, statki Heech�w potrafi� bezb��dnie dotrze� do ruchomych cel�w. Sugeruje to po pierwsze mo�liwo�� ��czno�ci zdolnej pokona� odleg�o�ci astronomiczne prawie natychmiast, a zatem istnienie ponad�wietlnego radia.
    - To dlaczego mi o tym nie powiedzia�e� wcze�niej? - zapyta�em.
    Podrapa� si� obut� stop� w go�� kostk�.
    - Traktowa�em to tylko jako ewentualno��, z prawdopodobie�stwem nie wi�kszym ni� 1 do 5. Warunek wystarczaj�cy, ale niekonieczny. Po prostu nie mieli�my do teraz dostatecznych dowod�w.
    M�g�bym rozmawia� z Albertem w drodze do Brasilii. Podr�owa�em jednak w sprawach handlowych - samoloty towarzystwa s� za wolne na takie odleg�o�ci, a lubi� z nim rozmawia� kiedy go widz�, wi�c bezwizyjne rozmowy prowadzi�em z mened�erami sp�ki i Mortonem. I oczywi�cie z Harriet, kt�ra otrzyma�a polecenie zg�asza� si� co godzin� z kr�tkim raportem o stanie Essie, chyba �e spa�em.
    Przelot na trasie 10 tysi�cy kilometr�w nawet supernadd�wi�kowcem troch� trwa, mia�em wi�c czas na rozmowy o interesach. Morton chcia� go maksymalnie wykorzysta�, g��wnie po to, by odwie�� mnie od spotkania z Boverem.
    - Robin, nie mo�esz go lekcewa�y� - j�kn�� mi przez wtyczk� w uchu. - Pe�nomocnikami Bovera s� Anjelos, Carpenter i Gutmann, a to grube ryby i maj� �wietne programy prawnicze.
    - Czy�by lepsze od ciebie?
    - Hm. Mam nadziej�, �e nie - zawaha� si�.
    - S�uchaj, Morton. Je�li Bover nie mia� wystarczaj�cych powod�w, �eby to wszystko zaczyna�, to przecie� ci faceci nie zawracaliby sobie g�owy.
    Chocia� go nie widzia�em, by�em pewien, �e przyj�� obronny wyraz twarzy, po cz�ci przepraszaj�cy, po cz�ci jakby chcia� powiedzie�, �e wy niefachowcy i tak nic z tego nie zrozumiecie.
    - Sprawa nie jest a� taka b�aha. I jak na razie nie idzie po naszej my�li. Przybiera wi�ksze rozmiary ni� pocz�tkowo przypuszczali�my. Wydaje mi si�, �e dzi�ki uk�adom zdo�aj� pocz�tkowo wy�apa� nasze s�abe punkty. Przypuszczam te�, �e maj� cholernie du�e fundusze na ekstra wydatki. Lepiej by by�o, gdyby� sam poza�atwia� swoje sprawy, ni� ryzykowa� spotkanie z Boverem. Tw�j kumpel, senator Praggler, w tym miesi�cu uczestniczy w komisji nadzoru. Mo�e by� z nim w pogada�.
    - Masz racj�, ale nie od tego zaczn� - odpowiedzia�em przerwaj�c po��czenie, kiedy podchodzili�my do l�dowania. Przed mn� ukaza�a si� wielka wie�a Korporacji Gateway, przes�aniaj�ca idiotyczny p�aski spodek nad Izb� Reprezentant�w, a w jeziorze powy�ej jaskrawo odbija�y si� nowe dachy Wolnego Miasta. Przerwa�em dos�ownie w ostatnim momencie. Spotkanie z wdowcem po Trish Bover (lub m�em, w zale�no�ci od tego, jak na to spojrzymy) mia�em za nieca�� godzin� i nie chcia�em, �eby na mnie czeka�.
    Nie czeka�. Zjawi� si�, kiedy siedzia�em ju� przy stoliku restauracji na dziedzi�cu Brasilia Palace. Chudy, wysoki, lekko �ysiej�cy. Usiad� nerwowo, jakby si� strasznie gdzie� spieszy� lub bardzo chcia� by� gdzie indziej. Kiedy jednak zaproponowa�em mu lunch, przez dziesi�� minut studiowa� kart�, po czym zam�wi� wszystko jak leci. Poczynaj�c od sa�atki ze �wie�ym mi��szem palmy, ma�ych krewetek z jeziora, po przepyszne surowe ananasy, kt�re przylecia�y prosto z Rio.
    - To m�j ulubiony hotel w Brasilii - poinformowa�em zach�caj�co, �eby podtrzyma� rozmow� kiedy polewa� sosem sa�atk� z palmy. - Nie jest nowy ale wygodny. Czy zwiedzi� ju� pan miasto?
    - Mieszkam tu od o�miu lat, panie Broadhead.
    - Hm. - Nie mia�em poj�cia, gdzie ten skurwiel mieszka. By� dla mnie tylko nazwiskiem i utrapieniem. Da�em sobie spok�j z kurtuazj�. - W drodze tutaj otrzyma�em pobie�ny raport z Fabryki Po�ywienia - spr�bowa�em przej�� do wsp�lnych interes�w. Grupa Herter-Hall dobrze si� spisuje - odkrywaj� r�ne wspania�o�ci. Czy wie pan, �e zidentyfikowali�my czterech zmar�ych jako prawdziwych poszukiwaczy z Gateway?
    - Widzia�em co� nieco� na ten temat w Piezowizji. To ca�kiem interesuj�ce!
    - To co� wi�cej, panie Bover. Mo�e zmieni� ca�y �wiat, a tak�e zrobi� z nas obrzydliwych bogaczy! - skin�� g�ow� z ustami pe�nymi sa�atki. Mia� je zreszt� bez przerw pe�ne. Moje pr�by ruszenia go, nie na wiele si� zdawa�y.
    - No dobra - powiedzia�em. - Przejd�my do rzeczy. Chcia�bym, �eby pan odwo�a� ten zakaz.
    Prze�u� i prze�kn��. Kolejna porcja krewetek czeka�a ju� na widelcu.
    - Zdaj� sobie z tego spraw�, panie Broadhead - krewetki znikn�y w ustach.
    Powoli poci�gn��em �yk wina z wod� sodow�.
    - Panie Bover - zacz��em w pe�ni panuj�c nad g�osem i nad tym, jak m�wi� - wydaje mi si�, �e nie rozumie pan istoty problemu. Nie mam zamiaru zmusza� pana do milczenia. Chyba nie zna pan wszystkich fakt�w. Oboje stracimy, je�li utrzyma pan ten zakaz w mocy.
    - Z uwag�, tak jak mi Morton k�ad� wyra�nie do ucha, om�wi�em z nim ca�� spraw�: interwencj� Korporacji Gateway, problem kluczowych terytori�w, kwesti� zastosowania si� do nakazu s�du kiedy nie dociera on do ludzi, kt�rych dotyczy, a kt�rzy od p�tora miesi�ca s� w drodze i robi� to, co mieli robi�, a tak�e szans� wynegocjonowania porozumienia. - Chc� powiedzie� - zacz��em - �e to naprawd� wielka sprawa. Na tyle powa�na, �e powinni�my trzyma� si� razem. Nie b�d� si� z nami cacka�. Po prostu nas wyw�aszcz�.
    S�ucha� nie przestaj�c prze�uwa�, a kiedy ju� nie mia� co, poci�gn�� �yk kawy.
    - Nie mamy o czym rozmawia�, panie Broadhead - powiedzia�.
    - Wr�cz przeciwnie.
    - Musieliby�my by� tego samego zdania - zauwa�y�.
    - A nie jeste�my. Myli si� pan w niekt�rych kwestiach. Ja ju� nie mam zakazu. Mam orzeczenie...
    - Kt�re mog� obali�, je�li bardzo...
    - By� mo�e. Ale nic to panu nie da. Sprawiedliwo�ci stanie si� zado��, cho� to troch� potrwa. Nie ubij� z panem �adnego interesu. Trish ju� zap�aci�a za wszystko. Poniewa� jest nieobecna i nie mo�e broni� swoich racji, musz� to zrobi� za ni�.
    - Ale koszty poniesiemy obaj.
    - By� mo�e. Tak twierdzi m�j adwokat. Odradza� mi to spotkanie.
    - To po co pan przyszed�?
    Spojrza� na resztki lunchu, a potem na fontanny na dziedzi�cu. Trzej poszukiwacze z Gateway, kt� powr�cili z misji zbijaj�c na niej fortun�, siedzieli w towarzystwie lekko zawianej stewardesy na brzegu po�yskuj�cej sadzawki �piewaj�c i rzucaj�c z�otym rybkom okruszki pasztecik�w.
    - To dla mnie mi�a odmiana, panie Broadhead - stwierdzi�.


    Z okna apartamentu po�o�onego wysoko na Nowej Wie�y Pa�acowej widzia�em cierniow� koron� b�yszcz�cej w s�o�cu katedry. By� to widok przyjemniejszy ni� obraz mego programu prawnego na pe�nym monitorze, poniewa� mia�em go ju� po dziurki w nosie.
    - Mog�e� wszystko popsu�, Robin. Wydaje mi si�, �e nie zdajesz sobie sprawy, jaka wielka zrobi�a si� z tego afera.
    - To samo powiedzia�em Boverowi.
    - Niezupe�nie. Nie chodzi tylko o Robin Brodhead Inc., czy nawet Korporacj� Gateway. Zainteresowany tym jest rz�d. Nawet nie tyle sygnatariusze Konwencji Gateway. Ta sprawa mo�e wyl�dowa� na forum Narod�w Zjednoczonych.
    - Daj spok�j, Morton! Czy mo�e doj�� a� do tego?
    - Oczywi�cie. To kluczowe terytorium. Tw�j przyjaciel Bover te� sprawie nie pomaga. Wnosi petycj� do zarz�du, by przej�� akcje twoje i korporacji, po to, by sprawowa� w�a�ciwy nadz�r nad eksploatacj�.
    Co za skurwiel! Musia� o tym wiedzie� kiedy jedli�my lunch, kt�ry mu postawi�em.
    - Co znaczy „w�a�ciwy"? Czy to, co robi�em, by�o niew�a�ciwe?
    - Przedstawi� ci to pokr�tce - wylicza� na palcach. - Po pierwsze, przekroczy�e� swoje uprawnienia daj�c grupie Herter-Hall wi�ksz� swobod� manewru, ni� by�o zaplanowane, co - po drugie - doprowadzi�o do ich wyprawy do Nieba Heech�w ze wszystkimi jej konsekwencjami i - po trzecie - wytworzy�o sytuacj� �miertelnego zagro�enia. Musisz o tym pami�ta�. Sytuacj� �miertelnego zagro�enia dla ludzko�ci.
    - Co za bzdury!
    - Tak to uj�� w swoim pozwie - skin�� g�ow�.
    - Mo�emy komu� wm�wi�, �e to bzdury. Pr�dzej czy p�niej. Ale teraz to ju� Korporacja Gateway zadecyduje, czy podj�� jakie� dzia�ania.
    - Co oznacza, �e dobrze by�oby si� spotka� z senatorem. - Pozby�em si� Mortona i wywo�a�em Harriet, by zapyta� j� o spotkanie.
    - Mog� ci� teraz po��czy� z programem sekretarki senatora - u�miechn�a si� znikaj�c, by pokaza� szkicowo zarysowan� posta� m�odej przystojnej Murzynki. Wizerunek by� kiepski i nie dorasta� do pi�t programom, kt�re uk�ada�a dla mnie Essie. Praggier by� tylko senatorem Stan�w Zjednoczonych.
    - Dobry wiecz�r panu - przywita�a mnie. - Senator prosi�, by przekaza� panu, �e przebywa teraz w Rio w sprawach komitetu, ale z ch�ci� spotka si� z panem jutro rano o dowolnej dla pana porze. Powiedzmy o dziesi�tej?
    - Mo�e o dziewi�tej - odpowiedzia�em z pewn� ulg�. Ba�em si�, �e Praggier nie b�dzie m�g� si� ze mn� spotka� od razu. Ale teraz ju� rozumia�em, �e ma wa�ny pow�d: dobrobyt Ipanemy.
    - Harriet? Jak si� czuje pani Broadhead? - zapyta�em, kiedy pojawi�a si� na powr�t.
    - Bez zmian, Robin - u�miechn�a si�. - Obudzi�a si� i je�li chcesz, mo�e z tob� porozmawia�.
    - �wietnie to wykombinowa�a� w swoim elektronicznym rozumku - zauwa�y�em. Skin�a g�ow� i znik�a. Harriet to naprawd� dobry program; ale nie zawsze rozumie s�owa i ukryte intencje, i z tonu mojego g�osu mo�e podj�� decyzj� na tak lub nie.
    - Robisz dobr� robot�, S. Ja. Laworowna - pochwali�em Essie kiedy si� pojawi�a.
    - Niew�tpliwie, m�j drogi - zgodzi�a si� wdzi�cz�c. Wsta�a i wolno si� obr�ci�a. - Nasi lekarze te�. Sam zobacz.
    Dopiero po chwili zorientowa�em si�, o co chodzi. Znikn�y te wszystkie rurki. Jej lewy bok uformowany zosta� z przypominaj�cej cia�o plastikowej substancji, ale przynajmniej nie by�a ju� pod��czona do przyrz�d�w!
    - Kobieto! Jak to si� sta�o?
    - By� mo�e zacz�o si� wszystko goi� - odpowiedzia�a pogodnie. - Chocia� to tylko eksperyment. Lekarze w�a�nie wyszli, a ja mam to wypr�bowa� przez najbli�sze sze�� godzin. Potem znowu si� za mnie wezm�.
    - Wygl�dasz wspaniale. - Rozmawiali�my przez kilka minut. Opowiedzia�a mi o lekarzach, ja za�, staraj�c si� jej jak najdok�adniej przyjrze� w odbiorniku piezowizyjnym, m�wi�em o Brasilii. Bez przerwy wstawa�a i prostowa�a, rozkoszuj�c si� swobod�, a� si� tym zaniepokoi�em.
    - Jeste� pewna, �e ci wolno?
    - Powiedziano mi, �e chwilowo musz� zapomnie� o nartach wodnych czy ta�cach. Ale mo�e nie wszystkie przyjemno�ci s� zabronione.
    - Essie, ty moja seksbombo! Czy�bym widzia� w twoim oku b�ysk po��dania? Czujesz si� na tyle dobrze, by to robi�?
    - Tak, ca�kiem dobrze. No, mo�e nie ca�kiem - poprawi�a si�. - Czuj� si� jak dzie� lub dwa po ostrej libacji. Jestem troch� s�aba. Nie s�dz� jednak, by delikatny kochanek m�g� zrobi� mi krzywd�.
    - Wracam jutro rano.
    - Wcale nie wracasz jutro - powiedzia�a stanowczo. - Wr�cisz jak uporz�dkujesz swoje sprawy w Brasilii i ani chwili wcze�niej. W przeciwnym razie, m�j ch�opcze, nie znajdziesz tutaj partnera ch�tnego spe�ni� twoje rozpustne zachcianki.
    Po�egna�em si� z ni� ca�y w skowronkach.
    Min�o 25 minut, nim uda�o mi si� to wszystko zweryfikowa� w rozmowie z lekark�. Trwa�o to nieco, poniewa� kiedy dzwoni�em w�a�nie wraca�a do Centrum Kolumbijskiego.
    - Przykro mi, �e nie mam za du�o czasu dla pana, panie Broadhead - przeprosi�a zdejmuj�c �akiet z szarego tweedu. - Za jakie� 10 minut mam pokaz impregnacji tkanki nerwowej dla student�w.
    - Zwykle pani doktor m�wi mi po imieniu - zmartwia�em.
    - Tak, oczywi�cie, Robin. Nie denerwuj si�. Nie ma z�ych wiadomo�ci. - M�wi�c rozbiera�a si� dalej a� do stanika, po czym na�o�y�a ko�nierz golfowy i fartuch operacyjny. Wilma Liederman to niebrzydka kobieta w �rednim wieku, tyle �e ja nie rozmawia�em z ni� po to, by podziwia� jej wdzi�ki.
    - Ale nie masz i dobrych.
    - Jeszcze nie. Rozmawia�e� z Essie, wi�c wiesz, �e sprawdzamy, jak zachowuje si� bez aparatury. Musimy wiedzie�, jak d�ugo mo�e bez niej funkcjonowa�, a tego dowiemy si� dopiero po dwudziestu czterech godzinach. Mam nadziej�, �e nie wcze�niej.
    - Essie powiedzia�a, �e po sze�ciu.
    - Sze�� godzin do odczyt�w, dwadzie�cia cztery do pe�nej diagnozy. Chyba �e przed czasem wyst�pi� niedobre objawy i trzeba b�dzie natychmiast z powrotem j� pod��czy� - m�wi�a do mnie przez rami�, szoruj�c jednocze�nie r�ce. Po chwili, trzymaj�c w powietrzu ociekaj�ce wod� d�onie, posz�a bli�ej do nadajnika. - Tak si� zawsze robi. Przeszczepili�my jej blisko 100 organ�w i musimy sprawdzi�, czy si� przyj�y. Nie pozwoli�abym na takie wyczyny, gdyby szanse powodzenia nie by�y przynajmniej w granicach rozs�dku.
    - Nie brzmi to najlepiej!
    - Szanse s� wi�ksze, ni� w granicach rozs�dku, ale nie naciskaj mnie. Nie ma powodu do obaw. Regularnie otrzymujesz komunikat o stanie zdrowia i kiedy tylko chcesz, mo�esz wywo�a� m�j program, a nawet mnie - je�li ju� musisz. Chcesz wiedzie�, jakie s� szanse? Dwie do jednej, �e wszystko b�dzie okay. Sto do jednej, �e je�li co� nawali, to b�dziemy umieli sobie z tym poradzi�. A teraz musz� i�� dokona� przeszczepu kompletu narz�d�w rodnych m�odej kobiecie, kt�ra chce mie� pewno��, �e i p�niej te rzeczy b�d� jej sprawia�y przyjemno��.
    - Chyba powinienem wr�ci�?
    - A po co? W niczym nie pomo�esz, a tylko b�dziesz przeszkadza�. Obiecuj� ci, �e nie pozwol� jej umrze� przed twoim powrotem. W�a�nie mnie wywo�uj�. Pogadamy p�niej. - W tle �agodnie pobrzmiewa� nadajnik audio.
    S� takie chwile, kiedy siedz� w samym centrum �wiata i wiem, �e mog� si�gn�� po jakikolwiek z program�w, kt�re u�o�y�a mi moja kochana �ona, �e mog� odrzuci� ka�dy fakt, przyj�� ka�de wyja�nienie lub wszystko sobie podporz�dkowa�.
    S� te� i takie, kiedy siedz� przy wielkiej konsoli z g�ow� pe�n� dr�cz�cych pyta� i niczego nie mog� si� dowiedzie�, poniewa� nie wiem, o co zapyta�.
    S� te� i chwile, kiedy tak mnie poch�ania nauka, istnienie i dzia�anie, �e czas przelatuje w okamgnieniu a dni s� wype�nione po brzegi; ale te� i takie, kiedy p�yn� po spokojnej wodzie obok g��wnego nurtu, a �wiat w wielkim p�dzie toczy si� obok. Tyle rzeczy by�o do zrobienia. A mnie si� zwyczajnie nic nie chcia�o. Albert wr�cz kipia� od nadmiaru informacji o Niebie Heech�w i Fabryce Po�ywienia. Pozwoli�em mu to wszystko z siebie wyrzuci�. Ale raport, kt�ry zapad� mi w g�ow�, nie wywo�a� najmniejszego zaciekawienia, nawet najmniejszej zmarszczki na czole i kiedy Albert przedstawia� mi architektoniczne wywody i interpretacje na temat bezcelowo�ci w�dr�wek Zmar�ych, po prostu go wy��czy�em. By�o to ogromnie interesuj�ce, ale mnie - sam nie wiem dlaczego - w og�le nie obchodzi�o. Poleci�em Harriet �eby codzienne rutynowe czynno�ci przej�� m�j wizerunek i tym wszystkim, kt�rzy nie mieli pilnych spraw m�wi�, �eby skontaktowali si� ze mn� kiedy indziej. Wyci�gn��em si� na trzymetrowym materacu wodnym spogl�daj�c na maluj�c� si� na tle nieba przedziwn� sylwetk� Brasilii i marz�c, bym le�a� teraz na le�ance z Fabryki Po�ywienia i m�g� po��czy� si� z tym kogo kocham.
    Czy nie by�o to cudowne? M�c po��czy� si� z kim�, kto jest bardzo daleko, tak jak Wan, kt�ry po��czy� si� ze wszystkimi lud�mi na Ziemi, i razem z nimi m�c odczuwa� to, co oni czuj�, a tak�e, by odczuwali to, co jest we mnie. Jaki� to wspania�y wynalazek dla kochank�w.
    Kiedy tak sobie marzy�em wpad�em na pomys�, by po��czy� si� z Mortonem - prosi�em go, by dowiedzia� si�, jakie s� mo�liwo�ci opatentowania takiego w�a�nie zastosowania le�anki.
    Nie by�a to zbyt romantyczna reakcja na ten w istocie pi�kny, romantyczny pomys�. K�opot w tym, �e nie wiedzia�em na pewno, z kim chcia�bym si� po��czy�. Z moj� drog� �on�, tak kochan�, tak potrzebn� mi teraz? Czy te� z kim�, kto by� znacznie dalej i trudniej osi�galny?
    Sp�dzi�em wi�c d�ugie popo�udnie w Brasilii w ospa�ym nastroju, mocz�c si� w basenie, przechadzaj�c w zachodz�cym s�o�cu i obficie racz�c si� kolacj� zakrapian� winem, po czym ponownie wywo�a�em Alberta, by go zapyta� o to, co mnie naprawd� nurtowa�o.
    - Gdzie dok�adnie znajduje si� teraz Klara? Zawaha� si�, zmarszczy� brwi i zacz�� nabija� fajk� tytoniem.
    - Gelle-Klara Moynlin tkwi w czarnej dziurze - stwierdzi� w ko�cu.
    - Wiem, ale co to znaczy?
    - Trudno powiedzie� - odrzek� ze skruch� w g�osie. - To znaczy, trudno to uj�� w prosty spos�b, a tak�e trudno wyja�ni�, bo tak naprawd� to sam nie wiem. Brak danych.
    - Spr�buj jednak.
    - Dobrze, Robin. Powiedzia�bym, �e przebywa w tej cz�ci statku badawczego, kt�ry pozosta� na orbicie, dok�adnie poni�ej horyzontu zdarze� osobliwo�ci, na kt�r� si� natkn�li�cie, a kt�ra - kiwn�� niedbale r�k� i za moment pojawi�a si� za nim tablica - le�y oczywi�cie dok�adnie na promieniu Schwarzschilda.
    Wsta�, wsadzi� nie zapalon� fajk� do kieszeni lu�nych bawe�nianych spodni, wzi�� kawa�ek kredy i zapisa�:
    
2GM/c2

    - Tej granicy �wiat�o nie jest w stanie przekroczy�. Mo�na by j� okre�li� jako stoj�ce w miejscu czo�o fali - �wiat�o ju� dalej nie dociera. Poza ni� nie mo�na ju� zajrze�. Nic te� nie mo�e si� z niej wydosta�. Symbole oznaczaj� oczywi�cie grawitacj� i mas�, a takiemu ponad�wietlnemu poszukiwaczowi jak ty nie musz� chyba obja�nia�, co znaczy c2. Z pomiar�w, kt�re przywioz�e� wynika, �e ta szczeg�lna dziura ma �rednic� oko�o sze��dziesi�ciu kilometr�w i mas� dziesi�ciokrotnie wi�ksz� ni� s�o�ce. Czy nie za du�o szczeg��w?
    - Troch� - stwierdzi�em zmieniaj�c niewygodn� pozycj� na materacu. Sam nie by�em pewien, co chcia�em us�ysze�.
    - Chyba chcesz wiedzie�, czy ona nie �yje? - zapyta�.
    - Ale nie, nie wydaje mi si�. W pobli�u wyst�puje silne promieniowanie i B�g jeden wie, co jeszcze. A nie up�yn�o dostatecznie du�o czasu, by zd��y�a umrze�. To zale�y od pr�dko�ci k�towej. Niewykluczone, �e jeszcze nie wie, �e ciebie ju� nie ma. Wyst�puje tu zjawisko rozci�gni�cia czasu, kt�re wynika z...
    - Wiem, co to jest rozci�gni�cie czasu - przerwa�em, wiedzia�em, poniewa� czu�em si� prawie tak, jakbym sam przez co� takiego przeszed�. - Czy mo�emy to w jaki� spos�b zbada�?
    - Czarna dziura nie ma jaki� znak�w szczeg�lnych - zacytowa� z powag� w g�osie. - I nazywamy to prawem Cartera-Wernera-Robinsona-Hawkinga, co znaczy, �e jedyne informacje, jakie mo�emy mie� na jej temat to masa, �adunek elektryczny i moment k�towy. Nic wi�cej.
    - Chyba, �e si� znajdziesz w �rodku, jak ona.
    - Tak Robby - przyzna� siadaj�c i zabieraj�c si� za fajk�. Zapad�a d�uga chwila milczenia. Pyk, pyk.
    - Robin? - zapyta� po chwili.
    - S�ucham?
    Wygl�da� na speszonego albo przynajmniej na tyle, na ile mo�e by� speszony holograficzny wizerunek.
    - Nie by�em z tob� ca�kiem szczery - zacz��. - Mamy pewne informacje, kt�re wydostaj� si� z czarnych dziur. Ale tym samym wchodziliby�my w mechanik� kwantow�. Zreszt� tobie nie jest to do niczego potrzebne.
    Sk�d komputer mo�e wiedzie�, co mi jest potrzebne, a co nie? Zw�aszcza, kiedy sam nie by�em tego pewien.
    - Wyja�nij mi to - poleci�em.
    Hm, wiele na ten temat nie wiemy. Trzeba si�gn�� do pierwszej zasady Stephena Hawkinga. Wykaza� on, �e czarna dziura ma poniek�d „temperatur�", co zak�ada istnienie jakiego� promieniowania. Obserwujemy ucieczk� cz�stek pewnego typu. Ale nie z takich czarnych dziur, kt�re ciebie interesuj�, Robin.
    - A z jakich?
    - G��wnie z male�kich, o masie, powiedzmy, Mount Everestu. A wi�c supermikroskopijnych. Nie wi�kszych od cz�stki nuklearnej. S� naprawd� gor�ce - ponad sto miliard�w stopni Kelvina. Proporcjonalnie do ich kurczenia si� wzrasta kanalik kwantowy, a tym samym i temperatura - staj� si� coraz mniejsze i gor�tsze, a� nast�puje wybuch. Nie dotyczy to jednak du�ych dziur, tam wszystko odbywa si� odwrotnie. Im s� wi�ksze, tym bardziej si� zapadaj�, by uzupe�ni� mas�, i tym trudniej cz�stce jest uciec. Taka dziura, w kt�rej znajduje si� Klara ma prawdopodobnie temperatur� oko�o lO7 stopni Kelvina, jest wi�c naprawd� zimna. I ca�y czas si� ozi�bia.
    - Czyli nie mo�na si� stamt�d wydosta�?
    - Przynajmniej ja nie znam takiego sposobu. Czy wyja�ni�em twoje w�tpliwo�ci?
    - Owszem - odpar�em odprawiaj�c go. Z wyj�tkiem jednej. Dlaczego, kiedy rozmawia� za mn� o Klarze, m�wi� do mnie „Robby"
    Essie uk�ada�a naprawd� dobre programy, ale wydawa�o mi si�, �e momentami nachodz� na siebie. Kiedy� jeden z nich zwraca� si� do mnie imionami z dzieci�stwa. By� to program psychiatryczny. Przypomina�o mi to, by porozmawia� z ni� na temat uporz�dkowania moich program�w, poniewa� na pewno nie mia�em teraz ochoty skorzysta� z us�ug Sigfryda von Psycha.
    Tymczasowa siedziba senatora Pragglera mie�ci�a si� nie w wie�y Korporacji Gateway, ale na dwudziestym pi�tym pi�trze biura prawnego. To dow�d kurtuazji - bardzo pochlebny - ze strony Kongresu Brazylijskiego wobec kolegi, poniewa� by�o to tylko dwa pi�tra poni�ej samego szczytu. Mimo �e wsta�em skoro �wit, i tak si� kilka minut sp�ni�em. Wczesny ranek sp�dzi�em bowiem w��cz�c si� po mie�cie, nurkuj�c pod biegn�cymi nad g�ow� jezdniami. Spacerowa�em. Wci�� znajdowa�em si� w stanie chwilowego zastoju czasowego.
    Wyrwa� mnie z niego Praggler tryskaj�cy energi� i rozpromieniony.
    - To �wietne wiadomo�ci, Robin - zawo�a� wci�gaj�c mnie do swojego gabinetu i zamawiaj�c kaw�. - Och, Bo�e! Ale z nas g�upcy!
    Przez chwil� my�la�em, �e mo�e Bover wycofa� pozew. A to z kolei znaczy�o, jaki ja by�em g�upi; jemu chodzi�o o wiadomo�ci, kt�re nadesz�y w ostatniej chwili z nadajnika Fabryki Po�ywienia. Okaza�o si�, �e od dawna poszukiwane ksi��ki Heech�w to znane nam od lat wachlarze modlitewne.
    - My�la�em, �e o tym wiesz - przeprosi�, kiedy przesta� mnie ju� faszerowa� nowinami.
    - By�em na spacerze - odpar�em. Czu� si� za�enowany m�wi�c w ten spos�b do mnie o moich w�asnych sprawach. Ja jednak szybko odzyska�em panowanie nad sob�.
    - Wydaje mi si�, senatorze - zacz��em - �e zmienia to in plus nasze szans� na uniewa�nienie tego zakazu.
    - M�g�bym zgadn�� - u�miechn�� si� - �e to w�a�nie przyjdzie ci do g�owy. Nic dziwnego. Mo�e mi tylko powiesz, jak to sobie wyobra�asz?
    - Dla mnie to jasne. Jaki jest najwa�niejszy cel wyprawy? Wiedza o Heechach. A teraz dowiadujemy si�, �e mn�stwo tych rzeczy le�y wok� nas, tylko czekaj�, by je zabra�.
    - Tyle �e nie wiemy, jak te cholerstwa rozszyfrowa� - zmarszczy� czo�o.
    - Dowiemy si�. Skoro znamy ich przeznaczenie, na pewno znajdziemy na nie spos�b. Dokonali�my rewelacyjnego odkrycia. Teraz potrzebna jest tylko technika. Powinni�my... - przerwa�em w p� zdania. Mia�em zamiar powiedzie�, �e warto by�oby zacz�� skupowa� dost�pne na rynku wachlarze modlitewne, ale by� to zbyt dobry pomys�, by zdradzi� go nawet przyjacielowi. Skierowa�em wi�c rozmow� na inne tory.
    - Powinni�my bardzo szybko otrzyma� wyniki. Problem w tym, �e wyprawa Herter-Hall to nie jedyna sroka, kt�r� trzymamy za ogon, jakiekolwiek wi�c spory na temat interes�w narodowych nie maj� teraz wi�kszego znaczenia.
    Wzi�� fili�ank� kawy od sekretarki, sekretarki z krwi i ko�ci, kt�ra �adn� miar� nie przypomina�a mi jego programu.
    - To jest my�l - wzruszy� ramionami - przedstawi� j� komisji.
    - Mam nadziej�, �e nie ograniczy si� pan tylko do tego, senatorze.
    - Nie mam takiej w�adzy, by wyciszy� t� ca�� �mierdz�c� spraw�. Nadzoruj� tylko prace komisji. Przez miesi�c. Potem mog� wr�ci� do domu i wywo�a� prawdziwe piek�o w senacie, i by� mo�e to zrobi�; ale to wszystko.
    - A co zamierza komisja? Czy podtrzyma pozew Bovera?
    - Wydaje mi si�, �e zrobi nie tylko to - zawaha� si�. - S� zdania, �eby ci� ca�kowicie wyw�aszczy�. W ko�cu to sprawa Korporacji Gateway, a to oznacza, �e utrzyma sw� decyzj� w mocy do momentu, kiedy sygnatariusze jej nie odwo�aj�. Rzecz jasna, dostaniesz w ko�cu odszkodowanie...
    - Pieprz� odszkodowanie - z trzaskiem postawi�em fili�ank� na spodku. - Czy my�lisz, �e siedz� w tym dla pieni�dzy?
    Praggler to m�j do�� bliski przyjaciel. Wiem, �e mnie lubi, a nawet wydaje mi si�, �e mi ufa, ale kiedy zacz�� m�wi�, na jego twarzy nie by�o cienia przyja�ni.
    - Czasami si� w�a�nie zastanawiam, dlaczego ty w tym siedzisz. - Przez moment spogl�da� na mnie bez wyrazu. Wiedzia�em, �e wie o mnie i o Klarze, a tak�e, �e bywa� u Essie nad Morzem Tappajskim.
    - Bardzo mnie zmartwi�a choroba twojej �ony - powiedzia� w ko�cu. - Mam nadziej�, �e wkr�tce wyzdrowieje.
    Zatrzyma�em si� w jego zewn�trznym biurze, bo chcia�em przeprowadzi� szybk� zakodowan� rozmow� z Harriet i poleci� jej, �eby moi ludzie zacz�li skupowa� wszystkie wachlarze modlitewne, jakie im si� tylko nawin�. Mia�a mi do przekazania tysi�ce wiadomo�ci, ale ja wys�ucha�em tylko tej jednej - o tym, �e Essie mia�a spokojn� noc, i �e za jak�� godzin� zobaczy si� z lekarzami. Na inne nie mia�em czasu, poniewa� musia�em si� gdzie� uda�.
    Nie�atwo z�apa� taks�wk� przed siedzib� Kongresu Brazylijskiego; portierzy maj� swoje instrukcje i wiedz�, komu nale�y si� pierwsze�stwo. Musia�em wi�c sam wspi�� si� na jezdni� i zamacha� na taks�wk�. A potem, kiedy poda�em kierowcy adres, musia�em powt�rzy� go dwukrotnie, a nawet zapisa�. I to nie dlatego, �e m�j portugalski jest kiepski. On naprawd� nie chcia� jecha� do Wolnego Miasta.
    Wydostali�my si� obok starej katedry, przejechali�my pod olbrzymi� wie�� Gateway, wzd�u� zat�oczonego bulwaru i wyjechali�my na otwarty p�askowy�. Dwa kilometry zielonej przestrzeni - cordon sanitaire - za pomoc� kt�rego Brazylijczycy bronili swej stolicy; zaraz jednak za nim ci�gn�y si� slumsy. Jak tylko tam wjechali�my, zakr�ci�em szyb�. Dzieci�stwo sp�dzi�em w kopalniach �ywno�ci w Wyoming, przyzwyczajony wi�c jestem do smrodu, ale ten by� zupe�nie inny. Nie tyle fetor ropy, ile ubikacje na otwartym powietrzu i gnij�ce odpadki - dwa miliony mieszka�c�w pozbawionych bie��cej wody. Prowizoryczne chatki wyros�y jak grzyby po deszczu, by na pocz�tku zapewni� mieszkanie robotnikom budowlanym, kt�rzy wznosili przepi�kne miasto marze�. Mia�y znikn��, kiedy miasto si� wybuduje. Ale slumsy nigdy nie znikaj�. Staj� si� jedynie zinstytucjonalizowane.
    Mrucz�c co� pod nosem kierowca przedziera� si� w ��wim tempie przez ci�gn�ce si� prawie kilometr w�skie uliczki. Kozy i ludzie niech�tnie ust�powali z drogi. Dzieciarnia, kt�ra nas obskoczy�a, co� tam trajkota�a. Kaza�em kierowcy zawie�� si� dok�adnie na miejsce i wysi���, �eby spyta�, gdzie mieszka senhor Hanson Bover, ale zanim zd��y� si� dowiedzie�, zobaczy�em Bovera siedz�cego na schodach z blok�w �u�lowych przed zardzewia�ym starym domkiem na k�kach. Jak tylko zap�aci�em, taks�wkarz zawr�ci� i odjecha�, znacznie szybciej ni� przyjechali�my, teraz ju� rzucaj�c przekle�stwami na ca�y g�os.
    Bover nie wsta� na moje powitanie. Prze�uwa� co�, co przypomina�o s�odk� bu�k�. I nie przesta� �u�. Po prostu mi si� przygl�da�.
    Wed�ug tamtejszych kryteri�w mieszka� w pa�acu. Wewn�trz tych starych przyczep znajdowa�y si� 2-3 pomieszczenia, a on wzd�u� schod�w mia� nawet skrawek jakiej� zieleni. �ysin� na czubku g�owy spali�o mu s�o�ce; by� ubrany w brudne szorty z drelichu i r�wnie brudn� koszulk� z napisem po portugalsku, kt�rego nie rozumia�em.
    - Pocz�stowa�bym pana lunchem, panie Broadhead - prze�kn�� - ale w�a�nie go ko�cz�.
    - Nie chc� lunchu. Chc� ubi� interes. Dam panu pi��dziesi�t procent swoich udzia��w w ekspedycji plus milion dolar�w got�wk�, je�li pan wycofa pozew.
    Podrapa� si� delikatnie po g�owie. Zafrapowa�o mnie, �e opali� si� tak szybko, poniewa� jeszcze wczoraj nie zauwa�y�em opalenizny, ale po chwili zda�em sobie spraw�, �e nie zauwa�y�em r�wnie� i �ysiny. Wczoraj mia� peruk�. Ca�e to przebranie po to, �eby si� m�c zadawa� z wy�szymi sferami. Niewa�ne. Nie podoba�y mi si� maniery tego cz�owieka, jak i nie podoba�o mi si� rosn�ce wok� nas audytorium.
    - Czy nie mogliby�my porozmawia� wewn�trz? - zapyta�em.
    Nie odpowiedzia�. Wepchn�� w�a�nie ostatni k�s bu�ki do ust, kt�ry prze�uwa� patrz�c na mnie.
    Tego by�o za wiele. Przecisn��em si� ko�o niego i wspi��em po schodkach do domu.
    Pierwsze, co mnie uderzy�o to smr�d - gorszy ni� na zewn�trz. Stokro� gorszy. Trzy �ciany pokoju zajmowa�y klatki z kr�likami. Ten smr�d pochodzi� z ich odchod�w - by�y tego ca�e g�ry - ale nie tylko z kr�lik�w. W pokoju znajdowa�o si� r�wnie� niemowl� w mokrej pieluszce, kt�re karmi�a piersi� m�oda chuda kobieta. A raczej dziewczyna - wygl�da�a najwy�ej na pi�tna�cie lat. Wpatrywa�a si� we mnie z niepokojem, ale nie przesta�a karmi�.
    A wi�c tak wygl�da� ten oddany czciciel swej �ony w jej sanktuarium. Nie mog�em si� powstrzyma� i wybuchn��em g�o�nym �miechem.
    Wej�cie do �rodka nie by�o najlepszym pomys�em. Bover wszed� za mn�, zamkn�� drzwi i zacz�o cuchn�� jeszcze bardziej. Nie by� ju� teraz taki spokojny, by� wr�cz z�y.
    - Jak widz�, nie akceptuje pan mojego �yciowego uk�adu - zauwa�y�.
    - Nie przyszed�em tutaj, by dyskutowa� o pa�skim �yciu seksualnym - wzruszy�em ramionami.
    - Zreszt� nie pan prawa. I tak pan nic nie zrozumie. Usi�owa�em skierowa� rozmow� na interesuj�ce mnie tory.
    - Bover - zacz��em. - Przed�o�y�em panu ofert�, kt�ra jest lepsza od tego, co m�g�by pan uzyska� w s�dzie i znacznie lepsza od tego, na co m�g�by pan kiedykolwiek liczy�. Prosz�, �eby pan j� zaakceptowa�, abym ja m�g� kontynuowa� swoje plany.
    I tym razem r�wnie� nie odpowiedzia� mi bezpo�rednio; rzuci� co� po portugalsku do dziewczyny. Wsta�a bez s�owa, owin�a ty�ek niemowl�cia i wysz�a na schody, zamykaj�c za sob� drzwi.
    - Min�o ju� ponad osiem lat czasu, kiedy Trish wyruszy�a, panie Broadhead - rzek� Bover jak gdyby w og�le nie dotar�o do niego to, co powiedzia�em. - Wci�� j� kocham. Ale mam tylko jedno �ycie i bardzo niewielkie szans�, bym m�g� je jeszcze kiedykolwiek dzieli� je z Trish.
    - Gdyby�my tylko wiedzieli, jak kierowa� statkami Heech�w, mogliby�my wyruszy� na jej poszukiwania - zauwa�y�em. Nie kontynuowa�em tej my�li. Jedyne, co osi�gn��em, to to, �e patrzy� na mnie wrogo jakby pos�dza�, �e usi�uj� nim sterowa�. - Milion dolar�w, Bover. M�g�by� si� st�d wynie�� ju� dzisiaj. Na zawsze. Z twoj� pani�, dzieciakiem i kr�likami. Dla wszystkich Pe�ny Serwis Medyczny. A dzieciak b�dzie mia� zapewnion� przysz�o��.
    - M�wi�em ju�, �e mnie pan nie rozumie.
    - W takim razie wyt�umacz mi - stara�em si� opanowa� - czego nie rozumiem.
    Z krzes�a, na kt�rym siedzia�a dziewczyna, zabra� brudne dzieci�ce ubranko i agrafki. Przez moment wydawa�o mi si�, �e wr�ci na drog� go�cinno�ci, ale to on usiad� na krze�le.
    - Osiem lat �yj� z zasi�k�w, panie Broadhead. Brazylijskich zasi�k�w. Gdyby�my nie hodowali kr�lik�w, nie mieliby�my mi�sa. Gdyby nie sk�rki, nie mia�bym na autobus, �eby si� z panem spotka� na lunchu lub pojecha� do mojego adwokata. Milion dolar�w nie zap�aci mi za to wszystko, ani za Trish.
    Wci�� stara�em si� utrzyma� panowanie nad sob�, ale smr�d i jego zachowanie dzia�a�y na mnie coraz bardziej. Zmieni�em wi�c strategi�.
    - A nie wsp�czuje pan swoim s�siadom? Czy nie chcia�by pan im pom�c? Za pomoc� techniki Heech�w mo�emy sko�czy� z t� n�dz� raz na zawsze. By�oby mn�stwo jedzenia dla wszystkich. I ka�dy mia�by przyzwoite mieszkanie.
    - Wie pan r�wnie dobrze jak i ja - odpowiedzia� cierpliwie - �e pierwsze efekty wprowadzenia tej techniki, zreszt� tak jak i innej, nie dotr� do mieszka�c�w przedmie��. Dzi�ki nim tacy bogacze jak pan stan� si� jeszcze bogatsi. By� mo�e to, o czym pan m�wi, pr�dzej czy p�niej nast�pi, pytanie tylko kiedy? I czy wtedy b�dzie mia�o jakiekolwiek znaczenie dla moich s�siad�w?
    - Tak. Je�li tylko uda mi si� przyspieszy� rozw�j wypadk�w,
    - Twierdzi pan, �e tak pan zrobi - pokiwa� g�ow� z pow�tpiewaniem. - Wiem, �e ja tak zrobi�, je�li uzyskam nad tym kontrol�. Dlaczego jednak mia�bym panu ufa�?
    - Poniewa� daj� ci na to moje s�owo, ty o�le! A jak ci si� wydaje, dlaczego d��� do tego za wszelk� cen�? Odchyli� si� na krze�le i spojrza� na mnie.
    - Je�li chodzi o to - zacz�� - to chyba wiem, dlaczego panu si� tak spieszy. Niewiele ma to wsp�lnego z moimi s�siadami czy ze mn�. Moi adwokaci prze�wietlili pana bardzo dok�adnie, panie Broadhead, i wszystko mi wiadomo o pa�skiej dziewczynie z Gateway.
    Tego by�o ju� za wiele.
    - Je�li wiesz a� tyle - wybuchn��em - to wiesz r�wnie� i to, �e chc� j� wyci�gn�� z miejsca, w kt�re j� sam wpakowa�em. I powiem ci jeszcze jedno, Bover. Nie pozwol� ani tobie, ani tej twojej smarkatej kurewce, by�cie mi w tym przeszkodzili.
    Jego twarz zrobi�a si� tak czerwona jak czubek g�owy.
    - A co pa�ska �ona na to?
    - Sam j� o to zapytaj, je�li do�yje chwili, by� j� tym niepokoi�. Mam ci�, kurwa, w dupie. Wychodz�. Gdzie tu z�api� taks�wk�? - Tylko u�miechn�� si� pogardliwie. Przeszed�em obok kobiety na werandzie i ruszy�em nie ogl�daj�c si� za siebie.
    Zanim dotar�em do hotelu wiedzia�em ju�, dlaczego si� u�miecha�. Zrozumia�em to po dw�ch godzinach czekania na autobus obok otwartej latryny. Nie m�wi�c ju� o samej je�dzie. Zdarza�o mi si� podr�owa� w gorszych warunkach, ale nie od chwili, kiedy opu�ci�em Gateway. W hallu hotelowym kr�ci�o si� mn�stwo ludzi, kt�rzy mi si� dziwnie przygl�dali. Oczywi�cie wszyscy wiedzieli kim jestem, wiedzieli o Herter-Hallach - pokazywano mnie w P-wizji razem z nimi. Nie mia�em cienia w�tpliwo�ci, i� wygl�dam osobliwie, przepocony i ci�gle jeszcze w�ciek�y.
    Kiedy zatrzasn��em za sob� drzwi do apartamentu, moja konsola niczym ognie sztuczne migota�a r�nymi przyzywaj�cymi sygna�ami. Najpierw jednak musia�em p�j�� do �azienki.
    - Harriet, zastopuj na moment wszelkie wiadomo�ci i daj mi Mortona. Bez odbioru. Nie chc� odpowiedzi - odwracaj�c g�ow� zawo�a�em przez otwarte drzwi. W rogu ekranu pojawi�a si� ma�a twarz Mortona, niecierpliwa lecz pe�na gotowo�ci.
    - Morton, w�a�nie wr�ci�em od Bovera. Powiedzia�em mu wszystko, co o nim my�l�, lecz nic to nie da�o. Chc� wi�c, �eby� zaanga�owa� prywatnych detektyw�w. Trzeba przejrze� jego akta personalne, ale tak jak nigdy dotychczas. Ten skurwiel na pewno co� kiedy� przeskroba�. Uciekniemy si� do szanta�u. Chc� dokona� ekstradycji, nawet je�li to b�dzie za z�e parkowanie dziesi�� lat temu. Zajmij si� tym.
    Skin�� g�ow� bez s�owa, cho� nie znikn��, co znaczy�o, �e wykonuje moje polecenie, ale �e chce co� jeszcze doda� od siebie, o ile mu na to pozwol�. Ponad nim widnia�a wi�ksza twarz Harriet wyczekuj�ca, a� up�ynie minuta milczenia, jak� jej narzuci�em. Wr�ci�em do pokoju.
    - No dobra, Harriet - powiedzia�em - Mo�esz zaczyna�. Najpierw wiadomo�ci najwa�niejsze, po kolei.
    - Dobrze, Robin, ale... - zawaha�a si� dokonuj�c szybkiej oceny. - Dwie s� najwa�niejsze. Pierwsza: Albert Einstein chcia�by porozmawia� z tob� na temat pojmania grupy Herter-Hall, najwidoczniej przez Heech�w.
    - Heechowie pojmali Herter-Hall�w? Dlaczego, do diab�a... - przerwa�em nagle: oczywi�cie, nie mog�a mnie o tym poinformowa�, poniewa� przez prawie ca�e popo�udnie nie by�o ze mn� kontaktu. Nie czekaj�c, a� sobie to u�wiadomi�, kontynuowa�a:
    - Wydaje mi si� jednak, �e wola�by� najpierw otrzyma� raport doktor Liederman. Mam po��czenie. Mo�e teraz porozmawia� z tob� na �ywo.
    To mnie otrze�wi�o.
    - Po��cz mnie - poleci�em, zdaj�c sobie jednocze�nie spraw�, �e za raportem Wilmy Liederman przedstawionym na �ywo i osobi�cie nie kryje si� nic dobrego.
    - Co si� sta�o? - zapyta�em, kiedy si� pojawi�a.
    Mia�a na sobie str�j wieczorowy z orchide� przypi�t� do ramienia - tak ubran� widzia�em j� po raz pierwszy od naszego �lubu.
    - Nie wpadaj w panik� - powiedzia�a - ale Essie mia�a lekki nawr�t. Pod��czono j� znowu do aparatury r�wnowagi biologicznej.
    - Co...?
    - Brzmi to gorzej, ni� wygl�da w rzeczywisto�ci. Jest przytomna, my�li logicznie, nic j� nie boli, stan jej si� nie pogarsza. W ten spos�b mo�emy j� utrzymywa� przy �yciu w niesko�czono��...
    - Co� jednak jest nie tak?
    - Owszem. Jej organizm odrzuca nerk�, ponadto tkanki wok� nerki nie regeneruj� si�. Potrzebuje ca�ego zestawu nowych przeszczep�w. Jakie� dwie godziny temu mia�a uremi� i teraz przez ca�y czas poddajemy j� dializie. Ale to jeszcze nie wszystko. W jej organizm wpakowano tyle organ�w od r�nych dawc�w, �e jej system immunologiczny jest na wyczerpaniu. B�dziemy musieli sk�d� skombinowa� odpowiednie tkanki, a tak�e przez d�u�szy czas faszerowa� j� �rodkami immunologicznymi.
    - Cholera! To zupe�nie jak w �redniowieczu.
    - Zwykle udaje nam si� dok�adnie dopasowa� organ - skin�a g�ow� - ale nie w przypadku Essie. Nie tym razem. Po pierwsze, ma rzadk� grup� krwi. Jest Rosjank� i w naszej cz�ci �wiata nie ma zbyt wielu przedstawicieli tej rasy, a wi�c...
    - To sprowad�cie co potrzeba z Leningradu!
    - A wi�c, jak chcia�am powiedzie�, sprawdzi�am wszystkie banki tkanek na ca�ym �wiecie. Z pewno�ci� dobierzemy co�, co b�dzie pasowa�. I to zupe�nie nie�le. Ale w obecnym stanie Essie to nadal ryzykowne.
    Przyjrza�em si� jej uwa�nie, staraj�c si� rozszyfrowa� ton jej g�osu.
    - To, �e b�dzie musia�a przez to jeszcze raz przej��? �agodnie pokr�ci�a g�ow�.
    - Masz na my�li ryzyko �mierci? Nie wierz�! To po choler� jest Pe�ny Serwis Medyczny?
    - Robin, wiesz przecie�, �e ona ju� raz umar�a. Musieli�my j� reanimowa�. S� granice szoku, jaki jest w stanie prze�y�.
    - Dajmy wi�c sobie spok�j z operacj�. Sama powiedzia�a�, �e w tym stanie nic jej nie grozi.
    Przez moment Wilma przygl�da�a si� z�o�onym na brzuchu d�oniom.
    - To ona jest pacjentem, nie ty - spojrza�a na mnie.
    - Co przez to rozumiesz?
    - To jej decyzja. Postanowi�a, �e nie chce przez ca�e �ycie by� pod��czona do aparatury r�wnowagi biologicznej. Jutro rano spr�bujemy jeszcze raz.
    D�u�sz� chwil� siedzia�em gapi�c si� w ekran. Wilma Liederman zd��y�a znikn�� i pojawi�a si� moja cierpliwa sekretarka, w milczeniu oczekuj�c polece�.
    - Harriet - powiedzia�em w ko�cu. - Za�atw mi powrotny bilet na dzi� wiecz�r.
    - Dobrze, Robin - powiedzia�a. - Ju� zrobi�am rezerwacj�. Dzisiaj wieczorem nie ma bezpo�redniego lotu, ale mo�esz si� przesi��� w Caracas i w Nowym Jorku b�dziesz oko�o pi�tej rano Operacja odb�dzie si� ko�o �smej.
    - Dzi�kuj�.
    Czeka�a milcz�c. W prawym dolnym rogu ekranu wci�� widzia�a g�upkowata twarz Mortona - malutka i pe�na wyrzutu. Nic nie m�wi�, ale co pewien czas odchrz�kiwa� lub prze�yka� �lin�, by da� mi do zrozumienia, �e czeka.
    - Morton - powiedzia�em. - M�wi�em przecie�, �eby� si� zwin��.
    - Nie mog� tego zrobi�, Robin. W ka�dym razie nie wtedy, kiedy mam dylemat. Wyda�e� polecenia co do pana Bovera...
    - Tak, do cholery. Je�li nie mog� si� z nim upora�, to mo�e b�d� go musia� zabi�.
    - Nie ma powodu si� tym przejmowa� - powiedzia� szybko. - Jest dla ciebie wiadomo�� od jego adwokat�w. Zdecydowa� si� przyj�� twoj� propozycj�.
    Gapi�em si� na niego z rozdziawionymi ustami i szeroko otwartymi oczyma.
    - Ja r�wnie� nic z tego nie rozumiem. Jego adwokaci zreszt� te� nie - wyrzuci� z siebie wszystko. - Jest te� prywatna wiadomo�� dla ciebie. A nu� ona mo�e co� wyja�ni�.
    - Jaka?
    - Cytuj�: mo�e mimo wszystko rozumie. Koniec cytatu.
    W tym moim co nieco pogmatwanym �yciu, kt�re nagle si� wyd�u�a, wiele by�o pogmatwanych dni, ale ten dzie� by� wyj�tkowy. Nala�em do wanny gor�c� wod� i przez p� godziny moczy�em si� usi�uj�c osi�gn�� stan pustki umys�owej. Ale bezskutecznie.
    Pozosta�y mi trzy godziny do odlotu samolotu do Caracas. Nie mia�em poj�cia, jak je sp�dzi�. Nie to, �ebym nie mia� nic do roboty. Harriet bez przerwy mnie wzywa�a, Morton chcia� dogada� szczeg�y kontaktu z Boverem, Albert - przedyskutowa� bioanaliz� �lad�w krwi Heech�w, kt�re kto� odnalaz�, wszyscy chcieli rozmawia� ze mn� - o wszystkim. A ja nie mia�em na nic ochoty. Tkwi�em w swym rozci�gni�tym czasie, patrz�c jak �wiat przemyka obok. Jednak nie przemyka� - wl�k� si�. Nie wiedzia�em, jak sobie z tym poradzi�. To mi�o ze strony Bovera je�li uwa�a, �e tak dobrze rozumiem. Ciekaw jestem, czy zechcia�by mi wyja�ni�, co to ja niby rozumiem.
    Po chwili uda�o mi si� zebra� dosy� energii, by Harriet mog�a mnie po��czy� z niekt�rymi domagaj�cymi si� podj�cia decyzji rozm�wcami, a ja podj��em te, kt�re wydawa�y si� konieczne. Chwil� p�niej, dziobi�c krakersy z mlekiem, s�ucha�em jednym uchem skr�tu wiadomo�ci. W P-wizji bez przerwy m�wiono o pojmaniu Herter-Hall�w, tylko �e od Alberta dowiedzia�bym si� nie wiele wi�cej.
    I wtedy przypomnia�o mi si�, �e Albert chcia� ze mn� rozmawia�, co przynios�o mi chwilow� ulg�. Dawa�o mi to jaki� cel w �yciu. By� kto�, kogo mog�em opieprza�.
    - Ty idioto - rzuci�em mu, kiedy si� zmaterializowa�.
    - Ta�my magnetyczne maj� ze sto lat i jak to si� sta�o, �e nie mog�e� ich odczyta�?
    Spod swoich krzaczastych siwych brwi popatrzy� na mnie spokojnie.
    - Masz na my�li tak zwane „wachlarze modlitewne"? Pr�bowali�my je oczywi�cie odczyta�, i to wielokrotnie, podejrzewali�my nawet, �e wyst�puje tam pewien synergizm, dlatego pr�bowali�my w tym samym czasie dzia�a� na nie r�nego rodzaju polami magnetycznymi - sta�ymi, drgaj�cymi czy drgaj�cymi przy r�nej pr�dko�ci. Pr�bowali�my nawet jednoczesne promieniowania mikrofalowego, chocia� niew�a�ciwego rodzaju, jak si� p�niej okaza�o.
    Nie wszystko jeszcze do mnie dotar�o, ale to jedno wychwyci�em.
    - Uwa�asz wi�c, �e istnieje w�a�ciwe promieniowanie?
    - Owszem - u�miechn�� si� szeroko. - Jak tylko natrafili�my na jego �lad w przyrz�dach Herter-Hall�w, natychmiast je skopiowali�my. To identyczne promieniowanie mikrofalowe z tym, kt�re wyst�puje wok� Fabryki Po�ywienia - strumie� kilku mikrowat�w eliptycznie spolaryzowanej mikrofali mikronowej A. I wtedy otrzymujemy sygna�.
    - Nie�le! A co tobie uda�o si� uzyska�?
    - Hm - zacz�� si�gaj�c po fajk�. - Prawd� powiedziawszy niezbyt wiele. Mam zmagazynowane hologramy i jestem zale�ny od czasu. A wi�c otrzymujemy co� w rodzaju pierzastej chmury symboli. Oczywi�cie, �adnego z symboli nie potrafimy odczyta�. To j�zyk Heech�w, jak si� domy�lasz. Teraz to ju� czysta kryptografia. Potrzeba jedynie kamienia z Rosetty.
    - Jak d�ugo to potrwa?
    Wzruszy� ramionami, roz�o�y� r�ce i zamruga� oczami.
    - Zostawmy to na razie - zastanowi�em si� przez chwil�. - A teraz z innej beczki. Chcia�bym, �eby� wprowadzi� to wszystko w m�j program prawny: cz�stotliwo�� mikrofali, schematy, s�owem wszystko. Musi by� w tym jaki� klucz i tego w�a�nie mi potrzeba.
    - Oczywi�cie, Robin. Hm. Czy mog� ci co� powiedzie� o Zmar�ych?
    - Co?
    - No - zacz�� - nie wszyscy z nich to ludzie. W tych magazynach obwod�w znajduj� si� r�ne dziwne umys�y. Wydaje mi si�, �e mog� to by� w�a�nie m�zgi Starc�w.
    - Heech�w - poczu�em lekkie uk�ucie w karku.
    - Ale� nie. S� prawie jak ludzi. Ale niezupe�nie. Za�o�� si�, �e nie masz poj�cia, ile mog�yby kosztowa� analizy komputerowe i kartografie potrzebne, by co� sensownego z nich wydoby�.
    - Bo�e! Ale� Essie si� ucieszy... Hm. Brzmi to interesuj�co. Masz co� jeszcze?
    Tak naprawd� jednak nic mnie to nie obchodzi�o. M�j zapas adrenaliny ju� si� wyczerpa�.
    Pozwoli�em, by do ko�ca powiedzia� to co mia� do powiedzenia, jednak sp�yn�o to po mnie jak woda. O trzech cz�onkach za�ogi Herter-Hall wiadomo by�o, �e dostali si� do niewoli. Heechowie zabrali ich do wrzecionowatego pomieszczenia, gdzie le�a�y jakie� stare maszyny. Kamery nadal nie przekazywa�y nic interesuj�cego. Zmarli dostali bzika - wydawa�o si�, �e zachowuj� si� bez sensu. Miejsce pobytu Paula Halla by�o nieznane, by� mo�e jeszcze pozostawa� na wolno�ci, by� mo�e jeszcze �y�. Skomplikowane po��czenie radiowe mi�dzy Zmar�ymi i Fabryk� Po�ywienia nadal funkcjonowa�o, nie wiadomo tylko jak d�ugo, a i tak nic z tego nie wynika�o. Co dziwne, chemia organiczna Heech�w bardziej przypomina�a ludzk� biochemi� ni� mo�na si� by�o tego spodziewa�. Pozwoli�em Albertowi si� wygada�, cho� nie zach�ca�em, by m�wi� dalej; po chwili w��czy�em komercyjny program P-wizji. Wyst�powa�o dw�ch komik�w przerzucaj�cych si� kwestiami z szybko�ci� karabinu maszynowego. Niestety m�wili po portugalsku. Zreszt�, niewa�ne. Zosta�a mi jeszcze godzina, z kt�r� musia�em co� zrobi�, nie wy��czy�em wi�c odbiornika. W najgorszym razie mog�em podziwia� pi�kn� Carioc� w sk�pym kostiumie i z sa�atk� owocow� we w�osach kt�r� komicy podszczypywali chichocz�c i podaj�c sobie z r�k do r�k.
    Sygna� przyzywaj�cy od Harriet zapali� si� jaskrawoczerwonym �wiat�em.
    Zanim zdecydowa�em si� odpowiedzie�, z ekranu komercyjnego P-wizji znikn�� obraz i m�ski g�os powiedzia� co� z powag� po portugalsku. Nie rozumia�em ani s�owa, ale zrozumia�em obraz, kt�ry pojawi� si� nieomal natychmiast.
    By�o to stare zdj�cie Fabryki Po�ywienia, migawka zrobiona, kiedy Herter-Hallowie podchodzili do dokowania. W kr�tkim zdaniu komentator wym�wi� dwa s�owa, kt�re brzmia�y jak „Peter Herter".
    Mog�y brzmie�.
    I brzmia�y.
    Obraz nie zmieni� si�, ale us�yszeli�my g�os - to by� g�os starego Hertera - by� gniewny i stanowczy:
    - Komunikat ten - zacz�� - ma by� nadany na wszystkich kana�ach r�wnocze�nie, to dwugodzinne ostrze�enie. Za dwie godziny wywo�am jednominutowy atak Gor�czki k�ad�c si� na le�ance i przekazuj�c odpowiednie obrazy. M�wi� to po to, by�cie podj�li wszelkie �rodki ostro�no�ci. Je�li tego nie zrobicie, odpowiedzialno�� spadnie na was, nie na mnie.
    - Przerwa� na chwil�. - Pami�tajcie macie dwie godziny czasu od momentu, kt�ry wam podam - podj�� na nowo.
    - I ani sekundy d�u�ej. Pami�tajcie, je�li nie chcecie, by to si� systematycznie powtarza�o. Za chwil� podam swoje warunki, do czego mam niezaprzeczalne prawo, wyja�ni� te� przyczyny swego post�powania. Macie dwie godziny, licz�c od tej chwili.
    Umilk�.
    Ponownie pojawi� si� sprawozdawca, gadaj�c co� po portugalsku. Mia� przera�ony wyraz twarzy. I tak by�o to bez znaczenia, bo nic z tego nie poj��em.
    Zrozumia�em bowiem to, co powiedzia� Peter Herter. I to bardzo dobrze. Naprawi� le�ank� i mia� zamiar j� wykorzysta�. Nie z ignorancji, jak Wan. Nie w ramach szybkiego eksperymentu, jak ta dziewczyna, Janine. Mia� zamiar wykorzysta� j� jako bro�, kt�r� wymierzy� w ca�� ras� ludzk�. Mia� rewolwer wycelowany we wszystkich ludzi. Mog� spokojnie odpu�ci� sobie uk�ad z Boverem. To pierwsze, co przysz�o mi do g�owy. Korporacja Gateway z pewno�ci� przejmie kontrol�.
    I nic w tym dziwnego.



Strona g��wna     Indeks